„Niech pożywienie będzie lekarstwem, a lekarstwo pożywieniem”Hipokrates, 440 p.n.e.
Fragment dla zapisanych na listę
Low Carb bez wojny z ciałem
Nie kolejna dieta. Raczej powrót do biologii, rytmu, prostego jedzenia i spokojniejszej relacji z własnym organizmem.
Na tej stronie otrzymujesz wprowadzenie oraz pełny pierwszy rozdział. O premierze pełnej książki dostaniesz mail, zanim publikacja pojawi się publicznie.
Wprowadzenie
Dlaczego ten ebook powstał
Pomysł na tę książkę zrodził się, gdy analizowałem twórczość Leonarda da Vinci. Jego „Człowiek Witruwiański” z 1490 r. pokazuje, jak doskonałym stworzeniem jest ludzkie ciało — idealne proporcje, harmonia, elegancja ruchu. Współczesny człowiek oddalił się od tego ideału. Nadmiar węglowodanów, sztuczne dodatki i stres spowodowały, że nasze ciała i umysły straciły rytm.
W mojej pracy naturopaty widzę, że problemem nie jest samo jedzenie, lecz relacja z jedzeniem. Zagubiliśmy rozróżnienie między głodem fizycznym a emocjonalnym. Jemy, by uciszyć lęk, by tłumić emocje lub wypełnić pustkę. Odruchowo sięgamy po cukier, bo jest wszędzie i daje chwilowe ukojenie.
Ten e-book powstał jako odpowiedź na to zagubienie. Nie jest kolejną dietą, lecz drogowskazem. Wróćmy do zaufania ciału. Nauczmy się, kiedy jeść, kiedy nie jeść, kiedy magazynować, a kiedy korzystać z zapasów. Nauczmy się odczytywać sygnały ciała i traktować jedzenie jak sprzymierzeńca, a nie wroga.
Część I · Biologia prawdy
Rozdział 1. U źródeł — zanim pojawiły się diety
U źródeł — zanim pojawiły się diety
Zanim pojawiły się diety, tabele kalorii i marketing „zdrowej żywności”, istniał człowiek i jego środowisko. Człowiek jadł tak, jak pozwalała mu natura: sezonowo, nieregularnie i z szacunkiem wobec ciała. Nie kierował się zegarkiem ani tabelą kalorii, lecz głodem i intuicją.
Przez tysiące lat jedzenie było odpowiedzią na rzeczywisty głód, a nie na nudę, stres czy emocjonalne napięcie. Organizm uczył się rozpoznawać moment: kiedy warto jeść, kiedy warto nie jeść, kiedy magazynować i kiedy korzystać z zapasów.
Dawny człowiek nie jadł pięciu posiłków dziennie. Nie jadł na zapas przed snem. Jedzenie zależało od powodzenia polowania, dostępności roślin, pory roku i warunków klimatycznych. Były dni obfite i dni skromne; były okresy sytości i okresy niedoboru. Ta zmienność ukształtowała metabolizm człowieka.
Węglowodany były dodatkiem, nie podstawą. Pojawiały się sezonowo i miały niską koncentrację cukru. Owoce były mniej słodkie, korzenie wymagały obróbki, miód był rzadkością. Podstawą energii były tłuszcze zwierzęce, białko, organy wewnętrzne, wywary i buliony. To one dawały długotrwałą sytość, stabilizowały energię i chroniły układ nerwowy.
Kiedy w organizmie nie ma stałego dopływu glukozy, ciało przełącza się na korzystanie z tłuszczu. Produkcja ketonów w wątrobie dostarcza stabilnego paliwa dla mózgu, nie powodując skoków energii. Efektem jest spokojniejsza praca układu nerwowego, lepsza koncentracja i mniejsze wahania nastroju.
Ten mechanizm jest naturalny i odwieczny; to nie tryb awaryjny, lecz podstawowy. Dopiero stały dostęp do węglowodanów sprawił, że organizm zapomniał, jak korzystać z tłuszczu. Dieta niskowęglowodanowa i okresowe posty nie uczą ciała niczego nowego — przypominają mu coś starego.
W tym kontekście warto przywołać tradycje duchowe. W Biblii post nie jest karą dla ciała, lecz drogą porządkowania serca. W Koranie post jest przepisany, aby człowiek stał się bardziej świadomy. W Bhagawadgicie ostrzega się przed ascezą niszczącą ciało; post ma służyć równowadze. W tradycjach tych post to czas ciszy, refleksji i regeneracji, a nie akt przemocy wobec siebie. Obecna nauka potwierdza, że czasowe ograniczenie jedzenia uruchamia procesy naprawcze, takie jak autofagia czy ketogeneza, wspierając regenerację i zdrowie.
Moja praktyka pokazuje, że powrót do naturalnego rytmu żywienia łączy się z powrotem do siebie. Kiedy świadomie ograniczasz węglowodany i wprowadzasz przerwy od jedzenia, zwiększasz uważność, doświadczasz spokoju i uczysz się rozpoznawać prawdziwy głód. To pierwszy krok do harmonii między ciałem, emocjami i duchem.
Fragment Rozdziału 2
Współczesne węglowodany — kiedy jedzenie przestało być jedzeniem
Problemem współczesnego człowieka nie są węglowodany same w sobie. Ziemniaki jedzone sezonowo, owoce zbierane latem czy odrobina miodu nie były problemem dla naszych przodków. Spożywane wówczas produkty zbożowe czy owoce miały dużo niższy indeks glikemiczny niż dziś. Problem pojawił się, gdy węglowodany zostały oderwane od natury, wysiłku i rytmu, a jedzenie przestało mieć związek z realnym głodem.
Nigdy wcześniej w historii człowiek nie miał dostępu do takiej ilości węglowodanów jak dziś: codziennie, przez cały rok, o każdej porze dnia i nocy. Jedzenie stało się czynnością wypełniającą dzień, regulatorem nastroju, sposobem radzenia sobie z napięciem.
Stały dopływ łatwych węglowodanów oznacza permanentną huśtawkę glukozy i insuliny. Produkty o wysokim indeksie glikemicznym są szybko trawione, powodują gwałtowne skoki cukru we krwi i — przy częstym spożyciu — zwiększają ryzyko otyłości, chorób serca i cukrzycy typu 2.
Kulisy przemysłu spożywczego — gdy „teorie spiskowe” stają się faktami
W dzisiejszym świecie wiele osób odrzuca krytyczne spojrzenie na przemysł spożywczy jako „teorie spiskowe”. A jednak historia uczy, że interesy firm często stoją ponad zdrowiem. Głośnym przykładem jest ujawniona w 2016 roku afera z udziałem amerykańskiego Stowarzyszenia Producentów Cukru. Dziennikarze odkryli dokumenty potwierdzające, że w latach 60. XX w. branża cukrowa zapłaciła dwóm profesorom z Harvardu, aby bagatelizowali zagrożenia wynikające z nadmiaru cukru i przekierowali winę na tłuszcze nasycone.
Badacze ci wybierali i interpretowali dane w taki sposób, by maksymalizować rolę tłuszczów, a minimalizować wpływ cukru — dokładnie tak, jak oczekiwał tego sponsor. W efekcie przez dekady uważano, że winowajcą chorób serca są tłuszcze, a cukier pozostawał w cieniu.
Ta historia pokazuje, że musimy zachować czujność wobec badań finansowanych przez przemysł i stawiać pytania, gdy jedna grupa surowców jest demonizowana, a inna rozgrzeszana. Podopieczni mojego gabinetu często mówią, że dopiero po poznaniu tych faktów zrozumieli, dlaczego oficjalne zalecenia żywieniowe mogą wprowadzać w błąd.
Uprzemysłowienie żywności — jak straciliśmy kontrolę nad tym, co jemy
Przez większość ludzkiej historii żywność była prosta: mięso, ryby, warzywa, owoce, nasiona. Fermentacja, sól, ostra papryka, suszenie i wędzenie były jedynymi metodami konserwacji. Przełom przyszedł w XX wieku — zwłaszcza po II wojnie światowej, kiedy wielki kapitał przestał patrzeć na żywność jako dar ziemi i owoc ludzkiego trudu, a zaczął widzieć w niej towar, który można wytwarzać taniej, szybciej i dłużej przechowywać.
Narodził się model, którego celem nie jest zdrowie konsumenta, lecz maksymalizacja marży i złudne przedłużenie daty ważności. Dzisiaj przeciętny produkt z półki supermarketu może zawierać kilka lub kilkanaście składników. Wiele z nich nie pełni funkcji odżywczej, lecz technologiczną: są stabilizatorami, emulgatorami, regulatorami kwasowości, środkami przeciwzbrylającymi, barwnikami i wzmacniaczami smaku.
Przemysł naukowy — w dużej mierze finansowany przez producentów żywności — zapewnia, że każda z tych substancji jest bezpieczna. Ale czy ktokolwiek badał skumulowany efekt wszystkich tych substancji na jeden organizm, jedzący te produkty przez wiele lat lub przez całe życie?
Ciało ludzkie ewoluowało przez tysiąclecia w kontakcie z naturalnym pokarmem. Przemysł spożywczy istnieje od około 70 lat. To za krótko, by wiedzieć, co naprawdę robi z naszym organizmem. Natomiast obserwujemy epidemię chorób cywilizacyjnych, na które świat naukowy nie daje rzetelnych odpowiedzi.
W mojej pracy naturopaty widzę to codziennie: ludzie, którzy przez lata jedli „zdrowo” według norm państwowych i dopuszczonych standardów, korzystając z supermarketu, cierpią na przewlekłe zmęczenie, mgłę umysłową, stany zapalne i problem z koncentracją. Kiedy przechodzimy na prostą, czystą żywność, zmiana bywa diametralna i następuje szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał.
Glifosat — chwastobójca na talerzu
Glifosat to aktywny składnik najpopularniejszego herbicydu na świecie, sprzedawanego m.in. pod nazwą Roundup. Został wprowadzony do rolnictwa w latach 70. XX wieku, a jego użycie eksplodowało wraz z pojawieniem się genetycznie modyfikowanych roślin odpornych na ten środek.
Dziś glifosat opryskuje się nie tylko pola uprawne, ale też — co szczególnie niepokoi — stosuje się go tuż przed żniwami jako środek desykujący, przyspieszający dojrzewanie zboża i ułatwiający zbiór maszynowy poprzez wysuszanie. W efekcie jego pozostałości mogą trafiać do ziarna, a potem do mąki, chleba, płatków śniadaniowych i wielu innych wyrobów przemysłu spożywczego.
W 2015 roku Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC), działająca w strukturach WHO, sklasyfikowała glifosat jako prawdopodobnie rakotwórczy dla człowieka. Producent herbicydu, firma Bayer, która przejęła Monsanto, zapłaciła do tej pory miliardy dolarów odszkodowań za zachorowania na chłoniaka nieziarniczego. Pomimo tego glifosat pozostaje legalny w większości krajów, a jego obecność w żywności — w tym w produktach dla dzieci — bywa dokumentowana przez niezależne laboratoria.
Co glifosat robi organizmowi? Badania sugerują, że może zaburzać mikrobiom jelitowy, uszkadzać błonę jelitową, hamować syntezę aminokwasów i osłabiać układ odpornościowy. Z punktu widzenia Medycyny Duszy istotne jest również to, że jelita są „drugim mózgiem” — ich dysregulacja to także dysregulacja emocji, nastroju i zdolności do skupienia. Wybierając produkty certyfikowane organicznie i unikając wysoko przetworzonego pieczywa, płatków, olejów kukurydzianych czy produktów sojowych, ograniczamy ekspozycję na glifosat.
Dodatki, które mętnią umysł — co jemy, czego nie widzimy
Oprócz zanieczyszczeń rolniczych, współczesna żywność naszpikowana jest setkami dozwolonych substancji dodatkowych. Ich wpływ na układ nerwowy i zdolność koncentracji jest tematem rosnącej liczby badań naukowych — choć przemysł wolałby, abyśmy o tym nie wiedzieli.
Sztuczne barwniki (E102, E104, E110, E122, E124, E129) odpowiadają za soczyste kolory cukierków, napojów, płatków i słodyczy. Już w latach 70. XX w. doktor Benjamin Feingold zaobserwował, że eliminacja barwników z diety może zmniejszać nadpobudliwość u dzieci. Badanie opublikowane w „The Lancet” w 2007 roku wykazało, że mieszanki tych barwników z benzoesanem sodu mogą nasilać nadpobudliwość u dzieci. W efekcie EFSA wymaga ostrzeżenia, że takie produkty mogą mieć szkodliwy wpływ na aktywność i skupienie uwagi u dzieci.
Glutaminian sodu (E621) i wzmacniacze smaku podbijają smak przetworzonych produktów — od zup w proszku po chipsy i sosy. Część wrażliwych osób zgłasza bóle głowy, uczucie ucisku w głowie i trudności z koncentracją po spożyciu produktów bogatych w ten dodatek.
Azotyny (E250, E251) w wędlinach i konserwach stosuje się dla utrwalenia koloru oraz przedłużenia trwałości mięsa. W organizmie mogą reagować z aminokwasami, tworząc nitrozoaminy — związki uznawane za potencjalnie rakotwórcze. IARC sklasyfikowała przetworzone mięso jako rakotwórcze dla człowieka.
Syrop glukozowo-fruktozowy i cukry ukryte pojawiają się w napojach, sosach, jogurtach i pieczywie. Fruktoza jest metabolizowana głównie w wątrobie i może sprzyjać stłuszczeniu tego organu, otyłości brzusznej oraz oporności insulinowej.
Karageny (E407) i inne stabilizatory są stosowane jako zagęstniki w produktach mlecznych, napojach roślinnych i gotowych sosach. Badania in vitro i na zwierzętach wskazują, że mogą pobudzać stan zapalny w jelitach i podrażniać błonę śluzową, szczególnie u osób wrażliwych.
Ciało to świątynia Duszy — a co składamy na jej ołtarzu?
Kiedy systematycznie dostarczamy substancji zamulających umysł, nie możemy się dziwić, że coraz trudniej usłyszeć głos płynący z jego głębi.
Zapytałem GIS, czy państwo wie, co jemy — i co usłyszałem
Zanim uruchomiłem portal rozwoju duchowego medycynaduszy.eu, postanowiłem zadać oficjalnie pytanie, które nękało mnie od dawna: czy polskie instytucje wiedzą, co działa na ludzki umysł i duszę poprzez to, co jemy? Jako duchowny i osoba z dorobkiem naturopatycznym wysłałem formalny wniosek o udostępnienie informacji publicznej do Głównego Inspektoratu Sanitarnego, pytając m.in. o to, czy urząd sprawdza ilość szkodliwych substancji dodatkowych w żywności, czy wymienione dodatki są dopuszczone jako bezpieczne oraz czy kontrolowany jest wpływ łączenia wielu dodatków jednocześnie.
Odpowiedź, którą otrzymałem 15 maja 2025 roku, stała się jednym z powodów, dla których w książce tak mocno podkreślam prostą zasadę: im mniej przetworzona żywność, tym mniej niewiadomych dla organizmu.
Pełna książka
Co otrzymasz w pełnej wersji
- BiologiaLow carb jako zmiana paliwa i powrót do elastyczności metabolicznej.
- ŚwiadomośćJak rozumieć głód fizyczny, emocjonalny i nawykowe podjadanie.
- PrzemysłWęglowodany, dodatki, etykiety i jakość współczesnej żywności.
- PostPost i przerwy od jedzenia jako praktyka porządkowania rytmu.
- PraktykaJak układać talerz bez liczenia każdej kalorii i bez chaosu.
- 90 dniPlan posiłków, przepisy i oznaczenia pomagające dobrać dania do celu.
Posiłki, które pomagają utrzymać deficyt kaloryczny i stabilizują poziom cukru we krwi.
Dania o niskim indeksie glikemicznym, bogate w błonnik i białko.
Potrawy z fermentowanych produktów, bogate w kwasy tłuszczowe omega-3 i antyoksydanty.
Posiłki obfitujące w polifenole, związki siarkowe i składniki przeciwzapalne.
Gotowy układ posiłków i przepisów rozłożony na 90 dni, aby łatwiej wejść w rytm bez chaosu.
Otrzymasz mail w momencie premiery.
Jesteś na liście premierowej. Gdy książka będzie gotowa, dostaniesz wiadomość jako jedna z pierwszych osób — zanim publikacja pojawi się publicznie.